sobota, 28 marca 2015

Ciąża?

Byliśmy w Oslo. Lot był nudny. Strasznie mnie pogrążył. Czułam się źle. Ale to już kilka dni tak było. Nie miałam ochoty na nic. Przed wyjazdem do Liliany było dokładnie tak samo. Byliśmy w drodze do hotelu. Myślałam o tym co zostawiłam w Polsce. Zatęskniłam nawet za moim bratem. Było mi smutno. Siedziałam wyglądając przez okno samochodu, którym jechaliśmy. A razem ze mną i Lilianą jechał Stefan i Michael. Włączyłam jakąś muzykę. Nawet jej nie słuchałam. Momentalnie zaczęły spływać mi łzy. Jedna po drugiej.
-Juli, coś się stało?-spytała zatroskanym głosem Lilka.
-Nie nic.-wytarłam łzy.
-Przecież widzę.
-NIC SIĘ NIE STAŁO NIE UMIESZ ZROZUMIEĆ!!!!-wydarłam się na nią.
-Nie wiem co znowu źle zrobiłam. Jak jednak to przez mnie to bardzo mocno cię przepraszam.
-Nie to ja przepraszam nie mogę zapanować nad sobą.-dojechaliśmy do hotelu. Teraz pokój. Chcę być sama.
-Julita jesteś ze mną i Stefanem w pokoju.-podszedł do mnie Michael.
-Dobra.-poszliśmy do pokoju numer 159.-Śpię na łóżku koło ściany.
-Ej ja tu chcę.-usiadł na nim.
-Nie masz szans. Jak  powiedziałam tak ma być.-zaczęłam się śmiać i rzuciłam się na łóżko, o które się kłóciliśmy.
-Tak dobrze to nie ma.-zaczął mnie łaskotać.
-Nie, Michi tylko nie to.-uciekłam mu. Do pokoju wszedł Stefan z Lilianą.
-O co ja tu widzę komuś się humor poprawił.
-Kłócimy się kto śpi na łóżku koło ściany.-Stefan położył się na owym łóżku.
-Ja tu śpię.-odezwał się z wielkim uśmiechem na twarzy.
-Ja byłam pierwsza.-powiedziałam z wielkim oburzeniem. Ściągnęłam go i położyłam się.
-No ok ona była pierwsza. To ja biorę to po środku.-odezwał się Michi.
-No ok to ja to ostatnie.-powiedział zawiedziony  Stefan.
-I wszyscy zadowoleni. To ja idę do siebie.-Lilka wyszła. Zostałam z chłopakami. Usiadłam na moim wywalczonym łóżku. Wtopiłam swój wzrok w podłogę.
-Julita twój telefon ciągle dzwoni odbierzesz w końcu.-nawet nie słyszałam.
-Słucham. Kto mówi?
-Julita to ja Norbert. Chciałem cię prosić byś do mnie wróciła. Przepraszam cię za to wszystko. Możemy się spotkać?
-Norbert posłuchaj mnie ja zaczęłam nowe życie z dala od takich frajerów jak ty.
-To może daj mi się wytłumaczyć.-on jeszcze śmiał do mnie zadzwonić. Miał tupet.
-Nie ma mnie w kraju. A nawet jakbym była to bym się nie zgodziła. Żegnam.-rozłączyłam się. Poszłam do łazienki.Po krótkiej chwili wyszłam.
-Ej Juli my idziemy na kolację idziesz z nami?
-Si.-w mgnieniu oka siedzieliśmy w hotelowej restauracji. Złożyliśmy zamówienia. Ja z nudów chwyciłam za serwetkę i długopis.
"Tyle gwiazd na niebie,
Przypomina  ciebie,
Nie wiem co mam robić,
Chciałabym cię dziś zdobyć."
-Co tam piszesz?-dopytywał mnie Stefan. Nic mu nie odpowiedziałam.-Ej ty tam żyjesz?
-Co?  Żyje. A może właśnie nie. Dobra nic nie mówiłam.-kelnerka przyniosła nam posiłek. Strasznie śmierdziało. Szybko wzięłam klucz do naszego pokoju i poszłam do łazienki. Było mi niedobrze.
~Oczami Michaela~
Co ta laska odwala. Te jej humorki i zachowanie. Wziąłem do ręki ta serwetkę na której coś pisała. Przeczytałem i na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech. Nie wiedząc czemu. Zjadłem i poszedłem do pokoju. Julita siedziała w łazience. Oparłem się o drzwi.
-Jak się czujesz?
-Źle.
-Mogę cię o coś spytać?-wyszła z łazienki. Spojrzała mi w oczy.
-Co?
-To co napisałaś na serwetce było o mnie?
-Nie. Skąd ten pomysł?
-Może dlatego, że patrzyłaś na mnie jak to pisałaś.-byłem pewny, że te słowa były skierowane do mnie.
-Wiesz nie zawsze wszystko musi kręcić się wokół ciebie.-powiedziała zakładając na siebie kurtkę.
-Wiem. A gdzie idziesz?
-Do apteki.-wzięła torbę i wyszła.
~Oczami Julity~
To było o nim. Tylko nie chciałam tego przyznać. Poszłam do apteki i kupiłam test ciążowy. Wróciłam do hotelu. Od razu poszłam do łazienki. Zrobiłam test czekałam chwile na wynik. I co? POZYTYWNY.

---------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że ktoś to jeszcze czyta. Koniec sezonu mnie zdołował. Ale nudno nie jest. Proszę was o komentowanie. Bo nie jestem pewna czy wam się podoba. Buziaki :*

piątek, 20 marca 2015

Ciotka moją matką.

Czekałam razem z poznanym skoczkiem na ciocię. Po tych 30 minutach pojawiła się. Pierwsze co mi wpadło w oczy to, to że się zmieniła. Na lepsze. Nie widziałam jej nigdy z uśmiechem na twarzy. Ten wyjazd jej dobrze zrobił.
-Cześć. Słonko przepraszam, ale miałam kilka ważnych spraw do załatwienia.-zaczęła się tłumaczyć. Byłam na nią zła. Mogła wcześniej to załatwić. Nie lubię spóźnialskich. Nawet w mojej rodzinie.
-A możemy jechać już do domu?-nie słuchała mnie. Przyglądała się Gregorowi.
-Gregor to ty?-no fajnie zamiast zająć się mną zajęła się nim.
-Tak. Jak ja cię dawno nie widziałem. Kiedy do nas wracasz?
-Już na przyszłych zawodach, treningach będę.-zdenerwowałam się. Teraz już nie mogłam nad sobą zapanować.
-Czy możesz łaskawie mnie stąd zabrać. Nie przyjechałam tu, by zwiedzić lotnisko. Miałaś być pół godziny temu. Co ty sobie myślisz, że co poczekam sobie? Nie mam takiego zamiaru. Albo jedziemy do domu, albo ja wracam do Polski. Mam w dupie, że moja matka sobie coś wymyśliła.-od razu mi ulżyło wyrzuciłam z siebie wszystkie zło. Nie umiem trzymać języka za zębami. Lepiej mi jest powiedzieć to co myślę, niż ukrywać i dusić wszystko w sobie.
-Po pierwsze nie zwracaj się tak do mnie. Po drugie miałam ważne rzeczy do zrobienia. A po trzecie trochę szacunku do starszych.-jej zasady są głupie. Nigdy nie byłam przykładną córeczką i nigdy nie będę.
-Ty myślisz, że nauczę się szanować ludzi?
-Tak, właśnie tak.
-To, lepiej już nie myśl bo ci to nie idzie.-powiedziałam ze złością.
-Julita. Co ty robisz? Przecież Liliana to skarb jak możesz ją tak traktować?-no, a wtrącających się w rozmowy innych po prostu nienawidzę. Co on sobie myśli toi moje prywatne sprawy jak ja traktuję ludzi.
-Nie wtrącaj się w rozmowę między nią, a mną. Będę ją traktowała tak jak ona mnie.Nienawidzę jej za to co mi zrobiła.-usiadłam. Byłam załamana. Ona stanęła naprzeciwko mnie.
-Widzę, że  już wiesz. Słonko posłuchaj ja nie miałam wyboru.
-Jak nie trzeba było nie kraść mojej mamusi męża. Mojego ojca, który mi wszystko powiedział.-podkreśliłam słowo mamusi. Chciałam, żeby dotarło do niej, że nigdy nie będę traktowała jej jak moją matkę. Złapała mnie za rękę.
-Wybacz mi. Proszę.
-Zastanowię się. A teraz zabierz mnie stąd.-poszłyśmy. Miałam dosyć dzisiejszego dnia. Chciałam jak najszybciej być w domu. Po godzinie byłyśmy u niej. Pokazała mi pokój. Siedziałam w nim i zastanawiałam się co dalej. Nie wiem ona jest inna. Inna niż wszyscy w moim życiu. Kocham ją. Nie mam sumienia się na nią gniewać, mimo wszystko. Zapukała do mnie.
-Proszę.-powiedziałam cicho. Weszła z tacą na, której była kolacja dla mnie.
-Słonko masz zjedz coś.-postawiła mi ją na półce i wychodziła. Kiedy ja wstałam, podeszłam do niej i mocno przytuliłam.
-Dziękuję.-powiedziała nie wiem za co mi dziękowała.
-Za co?
-Za to, że przyjechałaś mimo tego co ci zrobiłam.-przytuliłam ją jeszcze mocniej.
-Nie ma za co.-usiadłyśmy na łóżku.-Muszę się jeszcze rozpakować.
-Nie, nie rozpakowuj się, bo jutro i tak wyjeżdżamy.
-No dobra.
~ Nazajutrz~
Mama, ciocia obudziła mnie bardzo wcześnie. Powiedziała, żebym się szybko zbierała, bo i tak jesteśmy w tył z czasem. Po 30 minutach byłam gotowa. Pojechałyśmy na lotnisko. Była tak dosyć duża  grupka ludzi do których poszliśmy. Razem z nimi był Gregor.
-Przepraszam za spóźnienie.-moją uwagę przyciągną jeden z mężczyzn.
-Cześć.-przywitałam się z nimi.
-Hej.-przywitali się ze mną.
-Julita.-przedstawiłam się i wyciągnęłam dłoń. Z każdym się zapoznałam. Ten, który przyciągną moją uwagę miał na imię Michael. Spodobał mi się.
-Wiecie ile czasu jeszcze mamy?-zapytałam, bo bardzo chciałam zapalić.
-Jakieś 50 minut.-odezwał się Michi.
-To dobrze.-mruknęłam pod nosem. Odwróciłam się i zrobiłam pierwszy krok. I co dalej no tak Liliana.
-Gdzie to się wybierasz?-tylko nie to.
-Potrzebuje zapalić.
-A więc palisz?
-No tak, a co?-udawałam głupią. Przecież i tak mi na to nie pozwoli.
-Dobra idź, ale nie sama.
-Ja z nią pójdę.-odezwał się Michael. Poszliśmy. Nie spodziewałam się, że on też sobie czasem zapali.

-----------------------------------------------------------------
No to jest dwójeczka. Mam nadzieję, że się podoba. Mi szczerze ten rozdział do gustu nie przypadł. Ale wy może macie inne zdanie na ten temat. Zachęcam do głosowania w mojej ankiecie. A i zapomniałabym gratulacje dla Petera. Zrobił swoje w wielkim stylu. Kocham was buziaczki :*

niedziela, 15 marca 2015

Pechowy dzień.

"Boże dlaczego ja"-myślałam wracając do domu. To najgorszy dzień w moim życiu. Nie zdałam matury, zerwałam z chłopakiem ciekawe co jeszcze mnie spotka. No, ale koniec nie udało się nie będę się załamywać. Była umowa jak mi się nie uda wyjeżdżam. Mama na pewno jej dotrzyma. Tata poprze, a brat się ucieszy. Wyjazd do ciotki to najgorsza rzecz jaka mogła mnie spotkać. Wróciłam do domu.
-Cześć wszystkim!-powiedziałam zamykając drzwi. W mgnieniu oka wszyscy stali przed mną. Mama w fartuchu oderwała się od gotowania. Tata z gazetą w ręku, a brat stał tak po prostu.
-I jak zdałaś?-spytał ze złośliwym uśmiechem na twarzy mój kochany braciszek.
-Nie, nie zdałam.-rozłożyłam bezradnie ręce.
-Mówiłem, żeby do zawodówki poszła, a ty nie tak bez matury.-zaczął tata. Mama stała jak wryta, a ja i Antek się śmialiśmy. Tata czasami swoim zachowaniem doprowadzał do niezłych awantur.
-Dobra koniec. Wiem nie zdałam. Jeszcze dziś zamówiłam sobie bilet do ciotki, bo wiedziałam jak będzie. Już się pakuje i wylatuje. Chyba nie będzie, aż tak źle.-powiedziałam na jednym wydechu. Moja rodzina chyba nie spodziewała się moich słów. Wypowiedziałam je z taką lekkością, że sama w to nie wierzyłam.
-Dobrze, pomogę ci się spakować.-poszłam z mamą do mojego pokoju. Spakowała mnie po czym, próbowała porozmawiać.
-Jesteś pewna, że chcesz jechać.
-Tak.-skłamałam.
"Nie wcale nie chcę jechać. Przecież ciotka jest okropna."-powtarzałam sobie w duchu.
-Dobrze. Słonko to była nasza umowa. Wiesz kim jest ciocia. Ona ma pracę taka jak i kiedyś tata. To wiąże się z wyjazdami i czasami będziesz musiała z czegoś zrezygnować. Ciocia się tobą dobrze zajmie nie przejmuj się.-próbowała mnie pocieszyć. W pewnym sensie to poskutkowało.
-Mamo, a jak ja coś zrobię. Wiesz jak ja czasami reaguję. Boję się, że może coś zrobię źle.-otworzyłam się przed mamą. Dziwne o takich rzeczach rozmawiałam tylko z tatą.
-Nie przejmuj się dasz radę, a teraz musisz się zbierać.

~Innsbruck~
Czekałam na ciotkę na lotnisku. Boże miała być pół godziny temu. Nie wiem dlaczego jej jeszcze ni było. Dostałam esemesa.
"Słonko spóźnię się. Ale powinnam być za niecałą godzinę. Ciocia."-no to zajebiście. Czekać na wredną ciotkę, której nawet nie chce się odebrać siostrzenicy z lotniska. Poszłam sobie kupić jakąś kawę, bo ten lot mnie strasznie przytłoczył. Stałam przed jakimś automatem. Wyciągnęłam kawę. Odwróciłam się i wylałam całą kawę na jakiegoś gościa.
-Przepraszam. Boże co za debilka ze mnie.-powiedziałam po niemiecku.
-Nic się nie stało.
-Jak nie jak tak. Jest pan cały mokry.-próbowałam powycierać kurtkę faceta.
-Nie pan tylko Gregor.-podał mi rękę.
-Julita.-uścisnęłam jego dłoń.-Skądś cię kojarzę.
-Jestem skoczkiem.
-Skoczkiem takim narciarskim?-spytałam dla pewności.
-Tak właśnie takim.-uśmiechnął się.