Czekałam razem z poznanym skoczkiem na ciocię. Po tych 30 minutach pojawiła się. Pierwsze co mi wpadło w oczy to, to że się zmieniła. Na lepsze. Nie widziałam jej nigdy z uśmiechem na twarzy. Ten wyjazd jej dobrze zrobił.
-Cześć. Słonko przepraszam, ale miałam kilka ważnych spraw do załatwienia.-zaczęła się tłumaczyć. Byłam na nią zła. Mogła wcześniej to załatwić. Nie lubię spóźnialskich. Nawet w mojej rodzinie.
-A możemy jechać już do domu?-nie słuchała mnie. Przyglądała się Gregorowi.
-Gregor to ty?-no fajnie zamiast zająć się mną zajęła się nim.
-Tak. Jak ja cię dawno nie widziałem. Kiedy do nas wracasz?
-Już na przyszłych zawodach, treningach będę.-zdenerwowałam się. Teraz już nie mogłam nad sobą zapanować.
-Czy możesz łaskawie mnie stąd zabrać. Nie przyjechałam tu, by zwiedzić lotnisko. Miałaś być pół godziny temu. Co ty sobie myślisz, że co poczekam sobie? Nie mam takiego zamiaru. Albo jedziemy do domu, albo ja wracam do Polski. Mam w dupie, że moja matka sobie coś wymyśliła.-od razu mi ulżyło wyrzuciłam z siebie wszystkie zło. Nie umiem trzymać języka za zębami. Lepiej mi jest powiedzieć to co myślę, niż ukrywać i dusić wszystko w sobie.
-Po pierwsze nie zwracaj się tak do mnie. Po drugie miałam ważne rzeczy do zrobienia. A po trzecie trochę szacunku do starszych.-jej zasady są głupie. Nigdy nie byłam przykładną córeczką i nigdy nie będę.
-Ty myślisz, że nauczę się szanować ludzi?
-Tak, właśnie tak.
-To, lepiej już nie myśl bo ci to nie idzie.-powiedziałam ze złością.
-Julita. Co ty robisz? Przecież Liliana to skarb jak możesz ją tak traktować?-no, a wtrącających się w rozmowy innych po prostu nienawidzę. Co on sobie myśli toi moje prywatne sprawy jak ja traktuję ludzi.
-Nie wtrącaj się w rozmowę między nią, a mną. Będę ją traktowała tak jak ona mnie.Nienawidzę jej za to co mi zrobiła.-usiadłam. Byłam załamana. Ona stanęła naprzeciwko mnie.
-Widzę, że już wiesz. Słonko posłuchaj ja nie miałam wyboru.
-Jak nie trzeba było nie kraść mojej mamusi męża. Mojego ojca, który mi wszystko powiedział.-podkreśliłam słowo mamusi. Chciałam, żeby dotarło do niej, że nigdy nie będę traktowała jej jak moją matkę. Złapała mnie za rękę.
-Wybacz mi. Proszę.
-Zastanowię się. A teraz zabierz mnie stąd.-poszłyśmy. Miałam dosyć dzisiejszego dnia. Chciałam jak najszybciej być w domu. Po godzinie byłyśmy u niej. Pokazała mi pokój. Siedziałam w nim i zastanawiałam się co dalej. Nie wiem ona jest inna. Inna niż wszyscy w moim życiu. Kocham ją. Nie mam sumienia się na nią gniewać, mimo wszystko. Zapukała do mnie.
-Proszę.-powiedziałam cicho. Weszła z tacą na, której była kolacja dla mnie.
-Słonko masz zjedz coś.-postawiła mi ją na półce i wychodziła. Kiedy ja wstałam, podeszłam do niej i mocno przytuliłam.
-Dziękuję.-powiedziała nie wiem za co mi dziękowała.
-Za co?
-Za to, że przyjechałaś mimo tego co ci zrobiłam.-przytuliłam ją jeszcze mocniej.
-Nie ma za co.-usiadłyśmy na łóżku.-Muszę się jeszcze rozpakować.
-Nie, nie rozpakowuj się, bo jutro i tak wyjeżdżamy.
-No dobra.
~ Nazajutrz~
Mama, ciocia obudziła mnie bardzo wcześnie. Powiedziała, żebym się szybko zbierała, bo i tak jesteśmy w tył z czasem. Po 30 minutach byłam gotowa. Pojechałyśmy na lotnisko. Była tak dosyć duża grupka ludzi do których poszliśmy. Razem z nimi był Gregor.
-Przepraszam za spóźnienie.-moją uwagę przyciągną jeden z mężczyzn.
-Cześć.-przywitałam się z nimi.
-Hej.-przywitali się ze mną.
-Julita.-przedstawiłam się i wyciągnęłam dłoń. Z każdym się zapoznałam. Ten, który przyciągną moją uwagę miał na imię Michael. Spodobał mi się.
-Wiecie ile czasu jeszcze mamy?-zapytałam, bo bardzo chciałam zapalić.
-Jakieś 50 minut.-odezwał się Michi.
-To dobrze.-mruknęłam pod nosem. Odwróciłam się i zrobiłam pierwszy krok. I co dalej no tak Liliana.
-Gdzie to się wybierasz?-tylko nie to.
-Potrzebuje zapalić.
-A więc palisz?
-No tak, a co?-udawałam głupią. Przecież i tak mi na to nie pozwoli.
-Dobra idź, ale nie sama.
-Ja z nią pójdę.-odezwał się Michael. Poszliśmy. Nie spodziewałam się, że on też sobie czasem zapali.
-----------------------------------------------------------------
No to jest dwójeczka. Mam nadzieję, że się podoba. Mi szczerze ten rozdział do gustu nie przypadł. Ale wy może macie inne zdanie na ten temat. Zachęcam do głosowania w mojej ankiecie. A i zapomniałabym gratulacje dla Petera. Zrobił swoje w wielkim stylu. Kocham was buziaczki :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz