niedziela, 15 marca 2015

Pechowy dzień.

"Boże dlaczego ja"-myślałam wracając do domu. To najgorszy dzień w moim życiu. Nie zdałam matury, zerwałam z chłopakiem ciekawe co jeszcze mnie spotka. No, ale koniec nie udało się nie będę się załamywać. Była umowa jak mi się nie uda wyjeżdżam. Mama na pewno jej dotrzyma. Tata poprze, a brat się ucieszy. Wyjazd do ciotki to najgorsza rzecz jaka mogła mnie spotkać. Wróciłam do domu.
-Cześć wszystkim!-powiedziałam zamykając drzwi. W mgnieniu oka wszyscy stali przed mną. Mama w fartuchu oderwała się od gotowania. Tata z gazetą w ręku, a brat stał tak po prostu.
-I jak zdałaś?-spytał ze złośliwym uśmiechem na twarzy mój kochany braciszek.
-Nie, nie zdałam.-rozłożyłam bezradnie ręce.
-Mówiłem, żeby do zawodówki poszła, a ty nie tak bez matury.-zaczął tata. Mama stała jak wryta, a ja i Antek się śmialiśmy. Tata czasami swoim zachowaniem doprowadzał do niezłych awantur.
-Dobra koniec. Wiem nie zdałam. Jeszcze dziś zamówiłam sobie bilet do ciotki, bo wiedziałam jak będzie. Już się pakuje i wylatuje. Chyba nie będzie, aż tak źle.-powiedziałam na jednym wydechu. Moja rodzina chyba nie spodziewała się moich słów. Wypowiedziałam je z taką lekkością, że sama w to nie wierzyłam.
-Dobrze, pomogę ci się spakować.-poszłam z mamą do mojego pokoju. Spakowała mnie po czym, próbowała porozmawiać.
-Jesteś pewna, że chcesz jechać.
-Tak.-skłamałam.
"Nie wcale nie chcę jechać. Przecież ciotka jest okropna."-powtarzałam sobie w duchu.
-Dobrze. Słonko to była nasza umowa. Wiesz kim jest ciocia. Ona ma pracę taka jak i kiedyś tata. To wiąże się z wyjazdami i czasami będziesz musiała z czegoś zrezygnować. Ciocia się tobą dobrze zajmie nie przejmuj się.-próbowała mnie pocieszyć. W pewnym sensie to poskutkowało.
-Mamo, a jak ja coś zrobię. Wiesz jak ja czasami reaguję. Boję się, że może coś zrobię źle.-otworzyłam się przed mamą. Dziwne o takich rzeczach rozmawiałam tylko z tatą.
-Nie przejmuj się dasz radę, a teraz musisz się zbierać.

~Innsbruck~
Czekałam na ciotkę na lotnisku. Boże miała być pół godziny temu. Nie wiem dlaczego jej jeszcze ni było. Dostałam esemesa.
"Słonko spóźnię się. Ale powinnam być za niecałą godzinę. Ciocia."-no to zajebiście. Czekać na wredną ciotkę, której nawet nie chce się odebrać siostrzenicy z lotniska. Poszłam sobie kupić jakąś kawę, bo ten lot mnie strasznie przytłoczył. Stałam przed jakimś automatem. Wyciągnęłam kawę. Odwróciłam się i wylałam całą kawę na jakiegoś gościa.
-Przepraszam. Boże co za debilka ze mnie.-powiedziałam po niemiecku.
-Nic się nie stało.
-Jak nie jak tak. Jest pan cały mokry.-próbowałam powycierać kurtkę faceta.
-Nie pan tylko Gregor.-podał mi rękę.
-Julita.-uścisnęłam jego dłoń.-Skądś cię kojarzę.
-Jestem skoczkiem.
-Skoczkiem takim narciarskim?-spytałam dla pewności.
-Tak właśnie takim.-uśmiechnął się.



Brak komentarzy: